Call Center Poland: Pressroom > Press Info

Reklama traci kalorie

Marketing&More, 1 grudnia 2008
autor: Magdalena Rydzik, Adam Bodziak

Sen o siedmiu chudych krowach miał ostatnio niejeden szef marketingu czy agencji reklamowej. Jednak stracą ci, którym zabraknie pomysłu na pokonanie kryzysu.
 
Blady strach padł na branżę reklamową, bo chociaż eksperci zdzierają sobie gardło, żeby wtłoczyć narodowi do głowy, iż kryzysu nie będzie, to dla zblazowanych przez ostatnie lata marketingowców nie ma wątpliwości: nastał koniec tłustych lat. Skończy się epoka szybujących w stratosferę cenników telewizyjnych, szkoleń pracowników na Ibizie i astronomicznych gaż dla CEO. Eksperci zgodnie powtarzają, że na wypadek kryzysu firmy będą w pierwszej kolejności ciąć wydatki na reklamę.
Potwierdza to badanie, jakie na zlecenie „Marketing & more" przeprowadziła firma Researcher by Call Center Poland. Ankieterzy przepytali na okoliczność wystąpienia kryzysu 85 przedstawicieli średnich i dużych firm w Polsce. 61,2 proc. respondentów potwierdziło, że wydatki na reklamę w firmach się zmniejszą. Ale już na pytanie, czy w ich firmie także dojdzie do cięć promocyjnych budżetów - twierdząco odpowiedziało jedynie 31,8 proc. ankietowanych. 54,1 proc. uznało, że zostaną utrzymane dotychczasowe wydatki, a 14,1 proc., że nawet zwiększy nakłady na promocję.

- To dowód na to, że kryzys w Polsce ma podstawy nie tyle gospodarcze, ile psychologiczne. Wszyscy o nim mówią, ale jest on bardziej symboliczny niż realny. Dlatego jeśli spyta się kogoś, czy kryzys nadciąga, to powie „tak", bo tak słyszał, ale w jego firmie go nie ma i nie będzie - komentuje Krzysztof Kruszewski, dyrektor generalny Millward Brown SMG/KRC.

Pytani przez „M&M" o kryzys przedstawiciele największych  reklamodawców w Polsce również wydają się cierpieć na syndrom wyparcia (wg psychologów oznacza on spychanie nieprzyjemnych informacji do nieświadomości). Orange właśnie rozpoczyna ogólnoświatową kampanię wizerunkową. Grupa Żywiec zakończyła sezon sprzedaży piwa i o kryzysie może pomyśli po zamknięciu roku finansowego 2008. Coca-Cola nie chce spekulować. Nivea Polska uważa, że uroda jest bardzo ważna dla polskich konsumentów i dlatego nawet w ciężkich czasach nie przestaną wklepywać kremów. Gigant FMCG, Unilever, o wielkości nakładów na reklamę w przyszłym roku nie będzie mówił, bo to jest „informacja istotna z punktu widzenia konkurencji".

O nadciągających chudszych latach - lecz nie o kryzysie - głośno wieszczą szanowani ekonomiści. Profesor Witold Orłowski uważa, że należy się spodziewać nie tylko cięć w budżetach reklamowych, ale i mniejszej liczby nowych graczy na rynku.
- Kilka instytucji finansowych, które przymierzają się do wejścia do Polski, może przełożyć o rok swoje decyzje. A dla agencji reklamowych nie ma lepszych klientów, niż agresywnie wchodzący na rynek zamożni gracze. Instytucje finansowe i deweloperzy też nie będą już aż tak bardzo się reklamować - ocenia Orłowski.

O kryzysie, chociaż jeszcze go nie ma, „kłapie się" wszem i wobec: w domach mediowych, agencjach reklamowych i samych mediach. ZenithOptimedia już obniżył prognozy wydatków reklamowych na świecie w 2009 r. W Polsce zakładał najpierw 11-proc. wzrost na rynku reklamy, teraz zweryfikował swoje szacunki nawet do 6 proc. - Wzrost więc będzie, ale wolniejszy. Ale moim zdaniem, czeka nas więcej pozytywów niż negatywów. Dotychczasowa sytuacja, w której było więcej pieniędzy niż możliwości ich wydania, rozleniwiała. Teraz czas skupić się na podejściu pragmatycznym - uspokaja Jakub Potrzebowski, prezes zarządu ZenithOptimedia Group. Jego zdaniem kryzys utrze nosa przede wszystkim powszechnie panoszącej się telewizji. - Nie wyobrażam sobie sytuacji, że stacje telewizyjne będą nadal windować ceny. W konsekwencji rynek się ustabilizuje. To, co dzieje się teraz, to szaleństwo - podsumowuje Potrzebowski. Zatrzymania cenowego dyktatu nie mogą się doczekać nie tylko mediaplanerzy, ale i sami klienci. - Było kilka bardzo dobrych lat dla mediów. Rynek rozwijał się naprawdę dynamicznie. W obecnej sytuacji należałoby oczekiwać od mediów korekty cennika reklamowego. Spodziewam się, że po tych „tłustych latach" ceny reklam spadną - mówi Wojciech Kliniewski, dyrektor departamentu komunikacji rynkowej Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatora sieci Era i Heyah.

Analitycy przewidują też, że jeśli dojdzie do cięć reklamowych, firmy przestawią się z kampanii promujących wizerunek firmy na wspierające sprzedaż. Działania wizerunkowe najczęściej wykupuje się w prasie i na billboardach, a te media również stracą. -Duży wpływ na kondycję prasy codziennej mogą mieć wysokie ceny reklam w telewizji, gdyż reklamodawcy kosztem prasy będą chcieli utrzymać jak największe wydatki na reklamę telewizyjną. Jednak w dłuższej perspektywie obecni w telewizji pozostaną tylko najwięksi z nich. Klienci o średnich budżetach reklamowych, którzy nie będą już mogli pozwolić sobie na telewizję, zwiększą udział prasy i innych - poza telewizją - mediów w swoich wydatkach -mówi Dominik Tzimas, dyrektor zarządzający „Dziennika".

W agencjach reklamowych także na razie wyraźnych oznak spowolnienia brak. Potwierdza to Paweł Orłowski, wiceprezes CAM Media. - Ale oczywiście każdy z klientów używa argumentu recesji w negocjacjach - dodaje. Asiya Malinowska, dyrektor kreatywna Braina, nie odczuwa żadnej recesji w swojej agencji. - Takie zawirowania nam nie są straszne. Obecnie nawet poszerzamy działalność agencji o działania designowe i internetowe. Naszą firmę założyliśmy siedem lat temu, w czasie największego kryzysu. Jest nam łatwiej także dlatego, że jako agencja niesieciowa szybciej i elastyczniej możemy reagować na zmiany - wyjaśnia.

Jednak końcówka roku może być ciszą przed burzą. W Polsce złe zapowiedzi dopiero jawią się na horyzoncie. - Na trudne czasy przygotowują się zwłaszcza firmy obsługujące klientów międzynarodowych - twierdzi Paweł Kowalewski, prezes polskiego oddziału IAA. Według Katarzyny Dragovic, szefowej Szkoły Mistrzów Reklamy, ludzie związani z branżą reklamową zaczynają się bać. - Jednak na razie wszystko pozostaje w sferze domysłów i rozważań - dodaje. Własne przewidywania snuje Pawet Kastory, prezes Corporate Profiles DDB Group. Jeszcze trzy miesiące temu był przekonany, że gorsze czasy mogą nastać w lecie 2009 r. Miesiąc temu zmienił prognozę na początek roku. - Byłem właśnie na Zachodzie i obserwowałem panikarskie reakcje firm i organizacji reklamowych, które wskazywałyby, że już teraz wchodzimy w fazę głębokiego kryzysu. W Polsce spodziewajmy się co najmniej zastoju - przewiduje dzisiaj.

Wbrew kasandrycznym przepowiedniom większości mediów Kastory uważa, że kryzys może też być szansą. Dla wielkich graczy zawierucha gospodarcza stwarza nowe marketingowe szansę. - Potężne międzynarodowe koncerny, takie jak Unilever, Procter & Gamble, będą wręcz zwiększać swą promocyjną aktywność. Dzięki temu tańszym kosztem pozyskają rynek, bo mniejsi konkurenci wówczas będą bardziej osłabieni. Rozmawiałem także z przedstawicielami Coca-Coli, koncernu, który od A do Z opiera się na marketingu. Także dla nich będzie to czas podbijania rynku - mówi Kastory. Jednocześnie dodaje, że przeciętne firmy na Zachodzie tną, co się tylko da. Świetne perspektywy na pieniądze reklamodawców zyska branża internetowa. Kryzys przełoży się na zmniejszenie budżetów, co spowoduje, że klasyczne media nie będą w stanie wygenerować efektów na dotychczasowym poziomie. Internet jak żadneinne medium daje możliwości zmierzenia skuteczności przekazu.

Wykorzystywanie w całości lub w części tekstów znajdujących się na stronie internetowej www.ccp.pl w zakresie innym niż wynikający z art. 29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych jest dozwolone pod warunkiem uzyskania zgody Call Center Poland SA.